Aurelka to świnka buntowniczka! Nierozumiana przez otoczenie, wyrusza w świat, by poszukać swojego miejsca, w którym jest inaczej, ciekawiej – gdzie można być po prostu sobą.
Wędrując, spotka dzikie świnie, dowie się, co to przyjaźń, przeżyje chwile grozy, gdy znajdzie się na linii strzału, dowie się, co to mezalians, a nawet zostanie Miss Lasu. Przeżywszy wiele przygód, wróci w końcu do domu. Czy rodzina ucieszy się na jej widok? Tego dowiecie się czytając, jakie to wielkie hece jej się przydarzyły.
Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki to książka dla dużych i małych. Poprawia nastrój! Rozśmiesza! Brak wyraźnego smrodku dydaktycznego (nie bójmy się tego określenia, wszak książka opowiada o świnkach z chlewika) gwarantuje przede wszystkim świetną zabawę!
Patronat: CzasDzieci.pl, Qlturka.pl, Parenting.pl, Kumpel, Przystań Literacka, Ryms, Wczesna Edukacja
Maj 2010. Ryms. Ewa Skibińska
Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki
Piotr Rowicki
ilustr. Dymitr Kuźmenko
Wydawnictwo Amea, 2010
I znów Piotr Rowicki puścił do nas oko. Aurelka... to dowcipna książka dla dzieci, ale to my, rodzice, najlepiej zrozumiemy podwójne dno żartów. Śmiałam się już przy poprzedniej książce Rowickiego, Przygody Hektora, podobnie było przy Aurelce...
To lekka, podlana absurdem i parodią historia bardzo nietypowej świnki, która lubiła być czysta, nie chciała żyć w chlewie i marzyła o tym, by dowiedzieć się, czy gdzieś daleko jest zupełnie inaczej. Tymczasem u niej w domu trzeba było tarzać się w błocie, siorbać, mlaskać, czyli zachowywać się jak stereotypowa świnia. Nad właściwym zachowaniem domowników czuwa mama (silny typ osobowości). Tata (słabszy typ :-), były zapaśnik, właściciel Orderu Błękitnej Obierki z napisem „Za błoto nasze i wasze!”, przeważnie tkwi z nosem przy telewizorze i kibicuje zawodnikom.
Cóż z tego, skoro Aurelka nijak nie pasuje do znanych sobie świnek, nie boi się iść do szkoły, ba, nie obawia się nawet powiedzieć na lekcji wywrotowego zdania o tym, że czystość jest lepsza od brudu. Uwaga w dzienniczku i domowa reprymenda sprawiają, że Aurelka ucieka z domu. I w tym momencie zaczynają się rozmaite hece. Do Aurelki przyłącza się dzika świnka Topcia. Spotykają myśliwego, który na szczęście znany był z tego, że zawsze trafiał kulą w płot. Wysłuchują łzawej historii lisa nieszczęśliwie zakochanego w kurze. Dowiadują się o wyborach Miss Lasu i Aurelka decyduje się wypróbować swoich sił. Z sukcesem!
Bohaterów ulepił z plasteliny, a tło uzupełnił patchworkowo różnymi technikami Dymitr Kuźmenko (ilustrator Przygód Hektora). Zrobił to naprawdę udanie (urzekł mnie wizerunek pary niedoszłych kochanków, czyli lisa tańczącego z kurą :-). Udał się też duet Rowicki – Kuźmenko, i nie jest to powtórka z rozrywki, tylko całkiem nowa historia. Zresztą oceńcie sami :-).
(E.S.)
24.02.2010 Przystań Literacka. Katarzyna Zarecka
Kiedy dowiedziałam się, że Piotr Rowicki pisze kolejną książkę dla dzieci, ucieszyłam się wielce. Poprzednia – „"Przygody Hektora", trafiła i do mojego serca, i do serca mojej córki. Bardziej jednak niż tekstu pragnęłam ilustracji Dymitra Kuźmenko (a przeważnie jest przecież odwrotnie). Wystarczyła mi okładka "Aurelki". Wpadłam po uszy.
Tak, kocham "Aurelkę". Tak, wielbię Kuźmenko. Tak, przepadam za Rowickim. Autor ma na koncie powieści dla dorosłych czytelników, ale to właśnie te skierowane do najmłodszych utopiły mnie w zachwycie. "Przygody Hektora" były wyjątkowe. Ilustracjami z tej książki uspokajałam moje, wtedy maleńkie, dziecko. W tym właśnie czasie poznałam duet Rowicki – Kuźmenko. Zatem, gdy przyszła informacja o powrocie wspomnianego duetu, chęć jak najszybszego otrzymania nowej publikacji, była przeogromna.
W książkach dla dzieci bardzo ważne są ilustracje. Stąd od tego tematu dziś zaczynam. Jakie są te w książce "Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki"? Cudowne! Przyciągające wzrok, wręcz hipnotyzujące (nie wiedziałam, czy najpierw czytać tekst, czy skupić się na grafice), żywe. Odnosi się wrażenie, jakby postaci chciały wyjść z kartek, stanąć obok nas, zaprosić do zabawy. Dowód? Sprawdzone na moim własnym dziecku. Pokazywałam strony i czekałam na reakcję. Wodziła oczyma po wszystkich elementach. Gdy zabierałam książkę, by czytać dalej, złościła się przeokrutnie. Najbardziej odpowiadało jej słuchanie i jednoczesne patrzenie. Nie dziwię się. Jak wspominałam – miałam dylemat: tekst, czy obrazy? Doceniłam talent Kuźmenko przy "Hektorze", przy "Aurelce" stałam się jego fanką. A okładka? Toż to dzieło sztuki dla maluchów! Patrzę na nią i moją twarz rozświetla uśmiech. Doskonałe połączenie kolorów. Piękna. A do tego okładka twarda. Dawno nie widziałam książki dla dzieci, która tak mocno zauroczyłaby mnie wstroną wizualną.
Fabuła. Gdyby można było odsłuchać ten tekst, usłyszelibyście w tym miejscu śmiech. Tak, fabuła jest zabawna. Oto poznajemy małą świnkę, która, na Boga!, lubi czystość! Toż to hańba! Cała książka jest odwrotnością życia naszych pociech. Aurelka musi się brudzić, gdyż "W brudnym ciele – zdrowy duch". W szkole uczyć się, iż "brak higieny jest elementem sprzyjającym zdrowiu". A uwaga w dzienniku jest… najbardziej pożądanym wpisem wśród świnek. Jednak nasza Aurelka do świętych nie należy. Nie idzie do szkoły, ucieka z domu, a mając doświadczenie w "ucieczkowaniu" pomaga koleżance wyrwać się z rodzinnego lasu. Razem z nią, staje na linii strzału myśliwego biorącego dziewczyny za rysie. Nawet dowiaduje się cóż to takiego mezalians! Na koniec zostaje Miss Lasu i… wraca do domu.
Na czwartej stronie okładki (wprost – z tyłu) widnieje napis: "Brak wyraźnego smrodku dydaktycznego (…) gwarantuje przede wszystkim świetną zabawę!". Zabawa? Owszem. Tekst rzeczywiście potrafi rozśmieszyć (zwłaszcza dialogi). Brak smrodku dydaktycznego? Przecież książki dla dzieci mają uczyć, to nie czas na "głupkowate komedyjki"! Choć autor i wydawca przestrzegają, robią to zapewne z przymrużeniem oka. Wystarczy przecież odwrócić historię – musicie dbać o higienę, myć ręce, przy jedzeniu nie kruszyć jak… świnka w chlewiku, w szkole się uczyć i nie przynosić uwag, nie uciekać z domu. Dobrze by było, byście mieli nad głową… aureolkę. Prawda. Z drugiej strony prawda prawdą, ale jak przyjemnie czytać o tym w zupełnie inny sposób!
"Aurelka" to książka dla dzieci i dorosłych. Zdecydowanie! Wszyscy razem możecie się dobrze ubawić przy czytaniu, bo przecież nie tylko małe świnki pojawiają się na kartach. Są i te dorosłe, które w wersji męskiej oglądają wszystkie transmisje z aren sportowych, a w wersji żeńskiej plotkują "no ogólnie, o życiowych sprawach". A Aurelka? Och, nie ma, czym się martwić. To "zdolna bestyjka", o której mama już nie mówi, co z niej wyrośnie. No, bo co? Kulfon?
22.02.2010 Prowincjonalna Nauczycielka
Aurelka, świnka rozpoczynająca edukację szkolną, jest posłusznym - do pewnego stopnia - dziecięciem swoich rodziców. Ów "pewien stopień" dotyczy, zdaniem mamy Aurelki, sprawy szalenie istotnej. Otóż, wbrew zaleceniom rodzicielskim i rodzinnym, wbrew opinii nauczycielki, Aurelka ceni sobie - o zgrozo - czystość. Straszne, prawda? Podczas dyskusji rodzinnych pojawia się nawet idea odwiedzin z Aurelką przychodni weterynaryjnej i zintensyfikowane przeciwdziałanie.
Rozgoryczona powszechnym brakiem zrozumienia Aurelka wyrusza w świat i zaprzyjaźnia się z dziką świnką, Topcią. Ale czy w lesie pełnym myśliwych, mezaliansów i wyborów miss (w których ceni się przede wszytskim mądrość) może czuć się bezpiecznie?
Opowieść o Aurelce jest adresowana do dzieci, ale też i do ich rodziców. Ironia, którą dostrzegą czytelnicy starsi, a którą Autor obficie doprawił opisaną historię, może zauroczyć. Młodsi czytelnicy z pewnością polubią ułożoną, lekko szaloną, ale mądrą świnkę, która - jak pewnie każde dziecko - chce przekonać się, co kryje świat nie ograniczony własnym, doskonale znanym, podwórkiem.
Wielkie brawa należą się Dymirtowi Kuźmence, którego ilustracje sprawiały, że nad każdą ze stron książki zatrzymywałam się na wiele dłuższy czas, niż wymagało tego przeczytanie tekstu.
Rezolutna świnka chwyciła mnie za serce. Także tym, że bezbłędnie powiedziała: "Mała muszka spod Łopuszki chciała mieć różowe nóżki":) Nie zwlekacje - zawrzyjcie znajomość z Aurelką:)