Piotr Rowicki bazując na podstawowych informacjach wymyślił świat, w którym działa nader sprawnie, wyrafinowana dinusiowa społeczność. Pisarz wykreował miejsce, w którym dinozaury chodzą do szkoły, bawią się, starsze pracują, jeżdżą na wakacje, prowadzą filozoficzne dysputy.
A to wszystko z przymrużeniem oka, żartobliwie i dowcipnie. Piotr Rowicki pisząc o dinozaurach wystawił przy okazji satyryczna laurkę następnemu, królującemu na Ziemi gatunkowi, czyli Homo Sapiens.
Tytułowy Hektor uwielbia kłopoty. Spróbujecie tylko wyobrazić sobie brachiozaura skaczącego na bungee, albo jeżdżącego na rowerze. Może być ciężko. Dosłownie! Ale i zabawnie.
Książka nie tylko dla miłośników dinozaurów.
Ilustracje: Dimitr Kuźmenko
Patronat: Przystań Literacka, Parenting.pl, Ryms, Miasto Dzieci
OJ, BOLI!
Działo się to w późnym mezozoiku. Afryka właśnie zaczęła odsuwać się od Ameryki Południowej, Indie postanowiły podryfować w kierunku Azji. Lato na Wszechziemi było wyjątkowo upalne.
Tymczasem na północy, w miejscu, gdzie 208 milionów lat później będzie kraj o nazwie Polska, w górach, które, nie wiedzieć czemu, ktoś nazwie Tatrami, mieszkała rodzina Jurajskich.
Hektor obudził się bardzo wcześnie i aż złapał się za szczękę.
– Do stu tysięcy diplodoków, boli mnie ząb!
Hektor, który był małym dinozaurem (miał dopiero pięćdziesiąt lat), postanowił obudzić rodziców.
– Mamo, boli mnie ząb.
Pani Jurajska zerwała się z legowiska.
– Który? Pokaż!
– Nie wiem, boli mnie cała szczęka.
Pan Jurajski przekręcił się na drugi bok.
– Pewnie znowu biłeś się z młodymi stegozaurami. Zostaw, Marysiu, ból zęba to nie choroba, jak poboli, to przestanie.
– Nie bądź gruboskórny, Rysiu, dziecko cierpi. Trzeba z nim do dentysty. W czwartej pieczarze, za drugim wzgórzem, przyjmuje jeden niezły, nazywa się Orto Dont albo jakoś tak.
– Daj mi spokój, jest za wcześnie. Śpijmy wreszcie.
Hektor postanowił się przypomnieć:
Boli mnie ząb!
– A ten swoje! – Ojciec schował głowę pod poduszkę z mchu. – Słyszałeś, co powiedziała matka: czwarte wzgórze, dwunasta pieczara, Donto Ort.
– Rysiu, wszystko pomieszałeś. Czwarta pieczara, za drugim wzgórzem. Orto Dont.
– Jakie to ma znaczenie? Przecież i tak teraz nie przyjmuje.
Mama postanowiła obejrzeć ząb Hektora.
– Chodź, Hektorek, otwórz paszczkę, o tak, do księżyca bardziej. Rysiu, słuchaj, ona ma tu wielką dziurę. Wiesz, Hektorek? Dziura jak pół księżyca.
– Jak pół księżyca? – Hektor zaczął zerkać w stronę srebrnego globu. – Taka olbrzymia?
Ryszard Jurajski postanowił osobiście przekonać się o wielkości ubytku.
– A mówiłem: nie jedz tyle trzciny cukrowej. Jak wczoraj na obiad była szczawiowa, to pan Hektor nie był głodny, a potem zapewne się opychał trzciną.
Mama westchnęła.
– Musimy do Orta Donta. Wyszlifuje ci dziurę, włoży kamienną plombę i po krzyku.
– Jakim krzyku? – Hektor nigdy jeszcze nie był u dentysty.
Ojciec rozbudził się całkiem. Był w doskonałym humorze. Nie bolał go żaden ząb. Od dwudziestu siedmiu lat nie miał ani jednego.
– Kiedyś, żeby mi wyrwać trzonowego, mocowało się trzech tyranozaurów. I nie dali rady. Musieli poprosić o pomoc brachiozaura. Ten jak szarpnął, to myślałem, że mi głowę urwał, ale nie. Zęby, synu, to nie przelewki. Lepiej nie mieć z nimi nic wspólnego.
To powiedziawszy, otworzył paszczę, ukazując gołe dziąsła.
Hektor dotknął bolącego zęba.
– Ejże on się rusza!
– Pokaż – mama dotknęła zęba. – Rzeczywiście, jakby drgnął.
– Rusza się! Ruchomy ząb! Mam ruchomy ząb! – Hektor zaczął skakać z radości. Nagle uderzył się głową w wystający kawałek korzenia. Łooooooooooooop! – jaskinią wstrząsnął wielki huk.
– Czemu gwiazdy siadają mi na głowie?
– Ale huknąłeś! Masz guza?
Hektor zaczął rozglądać się wokół. Pod nogą dostrzegł coś białego.
– Tam leży – wskazał na podłogę. – Całkiem mały, biały guz.
Rodzice zaczęli się śmiać. Pan Jurajski schylił się.
– Masz na pamiątkę.
– Co to?
– Twój ząb. Wybiłeś go sobie.
– Wybiłem ząb? To niemożliwe. Jak to się stało?
– Za bardzo się ucieszyłeś.
– I co teraz będzie? – zmartwił się Hektor.
– Nic – uśmiechnęła się mama. Możesz iść spać.
– Teraz to wstało słońce. – Ojciec podniósł się z legowiska. – Chodź, Hektor, pomożesz mi w ogródku, straszne tam zielsko wyrosło.
– Ja? – Hektor chciał powiedzieć, że boli go ząb, ale w porę się powstrzymał. – Ja nie mogę, boli mnie dziura po zębie.
Pan Jurajski spojrzał na syna z czułością i powiedział:
– Oj, Hektuś, Hektuś, co z ciebie wyrośnie!
25.01.10 Parenting. Małgorzata Lejman
Jak wyglądają dinozaury? Każde dziecko doskonale wie. Są ogromne, wszystko jedzące i straszne. By dowiedzieć się czegoś o nich, przekonać się jak żyły, co jadły, gdzie mieszkały, chodzimy do muzeów i na wystawy. Tam, z otwartymi ustami, pełni niedowierzania podziwiamy ich monstrualność i siłę.
A co by się stało, gdyby nagle się role odwróciły?
Powstałaby przezabawna historia pełna śmiesznych i szalonych przygód. Dinozaury miałby rodziny, rozmawiały i mieszkałby w domach, a ludzi oglądałyby w zoo.
Tak właśnie dzieje się w książce Piotra Rowickiego pt "Przygody Hektora". Bohaterem jest dinozaur Hektor - niesforny ośmio- czy dziewięciolatek, który, jak jego rówieśnicy, ma dom, rodziców i chodzi do szkoły. Ulubioną przygodą rozśmieszającą moich synów, a szczególnie Kubę (8-latka), jest wycieczka Hektora z klasą do Zoo. Tam właśnie dinozaury oglądają zamkniętych w klatce ludzi. Panowie grają w karty, pani gotuje obiad.
- Czy ludzie są niebezpieczni? Pyta Hektor
- Są łagodni i bardzo mili. Tylko źle znoszą niewolę. Odpowiada mu Ględozaur
- To może lepiej ich wypuścić?
- Zginęliby z głodu. Trzymamy ich tu dla ich dobra.
W klatkach, oprócz ludzi, Dinozaury oglądały również psy, koty i inne zwierzęta. Z tej wycieczki Hektor przywozi do domu kota ….
Młodego gada spotykają też inne zabawne przygody: z przyjacielem dynda na kauczuku, podczas wakacji zostaje sam w domu i musi sprzątać, ratować dom przed zalaniem, czy pielić ogródek. Wszystko to połączone jest też z przyjazdem niezapowiedzianych gości, niesfornych bratanków bliźniaków.
Przygody Hektora napisane są tak, że czytając je cały czas się śmialiśmy, chociażby z użytych neologizmów związanych z dinusiową rzeczywistością (dinobus, dinocjanci, McDozaur, Ględozaur).
Chcecie poznać więcej śmiesznych momentów? Dowiedzieć się, co się stało jak Hektor wraz z Pifem i Pafem wykopali w ogródku rower….? Zachęcam do lektury. Przeczytajcie sami a na pewno dołączycie tę książkę do listy Waszych bestsellerów.
08.01.09 Przystań Literacka Ola Tobiasz. 9 lat
Problemozaury Hektora
Z tyłu książek często są notatki o autorach. Jednak nota z "Przygód Hektora" niewiele mówi o pisarzu. Pierwsza rzecz, której się dowiadujemy to to, że twórca tej książki nienawidzi pisać o sobie. Druga, że jest starszy ode mnie o 25 lat. Kolejna, że "Przygody Hektora" nie są jego jedyną książką, którą napisał. Jeszcze trochę informacji o Piotrze Rowickim udało mi się przy pomocy Taty wyszukać w Internecie. Dowiedziałam się, że pan Piotr mieszka w odległości około 450 km ode mnie i z wykształcenia jest historykiem (pewnie dlatego pisze o dinozaurach). Jest też laureatem wielu nagród w konkursach poetyckich i prozatorskich. Ponadto ma żonę, rodzeństwo i dzieci. I jest ode mnie wyższy o 70 cm.
Do tej pory przeczytałam już kilka książek o dinozaurach. Jednak "Przygody Hektora" są pierwszą, w której dinozaury skaczą na bungee, chodzą do zoo, jeżdżą na rowerach i mają jeszcze inne przygody. Poza tym młode dinozaury zachowują się jak dzieci, czasem jak łobuzy, szczególnie, gdy ich psoty sprawiają dorosłym dinozaurom dużo problemów.
Czytając powieść można się nauczyć kilku słów z ich języka i poznać przedmioty z tego prehistorycznego świata. Dowiemy się, co to jest jazdozaur, fatadinomorgana czy busozaur, kim jest świniozaur no i do czego służy sałata.
W świecie dinozaurów, poza ogrodami zoologicznymi z bardzo nietypowymi zwierzętami, są też muzea, na przykład Muzeum Powstania Triasowego oraz jakby znane nam McDozaury. Z "Przygód Hektora" dowiemy się też, że dinozaury miały swoje przygody miłosne, w których mogły uczestniczyć włochate mamuty.
Najfajniejsza przygoda, według mnie, to ta, w której Hektor z przyjacielem - Gwidonem, skakali na bungee. Nie będę jej jednak opowiadać, bo nie opowiem jej tak, jak autor, więc lepiej niech każdy przeczyta ją sam.
Bardzo podoba mi się okładka, bo jest trochę błyszcząca. Mojemu bratu, który ma sześć lat, rysunki w książce bardzo się podobają, mi trochę mniej. Dlatego wydaje mi, że te ilustracje są bardziej dla chłopaków niż dziewczyn.
Dla mnie książka jest na jedno krótkie popołudnie, ale dla tych, którzy czytają wolniej, może być na trochę dłużej. Mój brat - Bartosz, czytał ją kilka wieczorów (ale przecież Bartek ma dopiero sześć lat). Trochę szkoda, że książka jest taka krótka, bo chętnie przeczytałabym o innych przygodach Hektora.
Ola Tobiasz
01.06.09 Przystań Literacka. Katarzyna Zarecka
Skoro czerwiec większość z nas kojarzy sobie z Dniem Dziecka, postanowiłam zamieścić recenzję niezwykle pięknej książki. Owa książka to "Przygody Hektora" Piotra Rowickiego. Książka świetnie wydana. Książka ciekawa. Książka opowiadająca o perypetiach pomarańczowego dinozaura. A kto ma dzieci, ten wie, że dinozaury stanowią dość ważny epizod w życiu maluchów. Zatem… słuchajcie.
Hektor to mały dinozaur żyjący w późnym mezozoiku w miejscu, które za ponad 208 milionów lat zostanie nazwane Polską. Jest dość zwyczajnym "chłopcem". Ani z niego leń, ani prymus. Ot, mały zbój, który od czasu do czasu szuka guza. A że my, czytelnicy, często odczuwamy sympatię do takich pseudodobrych a zarazem pseudozłych bohaterów, Hektor natychmiast przypada nam do gustu. Ciekawy świata łatwo wplątuje się w historie, które nie są doskonałym wyborem (zabranie kota z ZOO, skok na linie w przepaść). Owszem, jest i odpowiedzialny za swoje czyny (z pokorą przyjmuje karę CZOK – całkowity zakaz opuszczania koszar, czyli prościej – za siedem zgrzytów z wychowania do życia w stadzie Hektor zostaje uziemiony; mama wyjeżdża na wakacje, on musi zająć się domem). Swoje obowiązki stara się wykonywać z należytą dokładnością, choć co chwilę pojawiają się trudności (choćby niespodziewany przyjazd wujostwa z dziećmi). Nasz pomarańczowy bohater, ten mały zbój, okazuje się być zwykłym małym dinozaurem, który tak, jak każde dziecko, czasami się słucha, czasami rozrzuca zabawki, czasami wymyśla dość niebezpieczne zabawy. Wszystkie jego przygody są okraszona dobrym humorem. Kilka uśmiechów na twarzy? Nie, gwarantuję – znacznie więcej.
Świat, który stworzył Piotr Rowicki jest odzwierciedleniem naszego. Tam dzieci chodzą do szkoły, tu też. Tam dorośli pracują, tu też. Tam potrzebna jest na wyjazd sałata, tu pieniądze również stanowią ważny element. Jest i ZOO. Z tą tylko różnicą, że Hektor ma możliwość obejrzenia za kratami ludzi, którzy są łagodni i bardzo mili, tylko trochę źle znoszą niewolę (a że zginęliby na wolności z głodu, w ZOO trzymani są dla własnego dobra). Wszystko z przymrużeniem oka. Genialne, zabawne. Przyznaję – dawno nie czytałam książki dla dzieci, która tak bardzo by mi się spodobała. A nie jestem wyjątkiem. Hektor zawładnął sercem również pewnej sześciolatki.
Na okładce znajduje się napis "Duże litery to przeczytam". I rzeczywiście tak jest. To ważne, nawet bardzo ważne, bo nasze maluchy lubią przecież przewracać strony. Gdyby czcionka była mała, zmęczyłaby je, nie mogłyby doczekać chwili, w której przerzucą stronę i ujrzą "nowy świat". A "nowy świat" kreują ilustracje Dymitra (Dimitra?; na stronie wydawnictwa widnieje druga pisownia) Kuźmenko. Kolorowe, pełne pogody (nawet złość czy rozpacz państwa Jurajskich – rodziców bohatera, jest tutaj z pewnością nieprzygnębiająca). I jak dla mnie najważniejszy plus – ilustracje uwielbia moja pięciomiesięczna córka, która z książeczkami jest za pan brat od bardzo dawna. Gdy marudzi, wystarczy, że położę ją na łóżku i pokażę okładkę "Przygód Hektora". Następuje przebieranie nogami, uśmiech i okrzyki. Identycznie reaguje na każdą stronę z dziełami ilustratora (jedyna, której nie lubi i natychmiast milknie, jest ta z Pifem i Pafem udającymi duchy). To dla mnie największa rekomendacja. Gdybym książki nie miała, z pewnością kupiłabym ją Hance na Dzień Dziecka. Jednak mam. I co teraz? Ktoś ma pomysł na prezent?
14.05.09 Prowincjolnale nauczycielstwo
Działo się to w późnym mezozoiku. Afryka właśnie zaczęła odsuwać się od Ameryki Południowej, Indie postanowiły podryfować w kierunku Azji. Lato na Wszechziemi było wyjątkowo upalne.”
Interesujący początek, prawda? Dalej jest tak samo dobrze albo i lepiej:) Hektor Jurajski, młody dinozaur, mieszka z rodzicami, chodzi do szkoły i cieszy się na nadchodzące wakacje. Ale czy wakacje spędzone w towarzystwie niezapowiedzianych gości mogą być fajne?
Obraz mężczyzn grających w karty i będących osobnikami zagrożonymi wyginięciem (i z tego też powodu otoczeni zostali opieką ogrodu zoologicznego) przyprawił mnie do wyjątkowo radosny chichot. Ale już „samiec w różowym (…) co się kręci przy ognisku” sprawił, że dojrzałam ironiczną stronę twarzy Rowickiego.
Autor w ciekawy sposób uczłowieczył brachiozaura – wyposażył go w ciekawość, obdarzył naiwnością i nadając mu cechy dziecka szkolnego nauczył Hektora dziwić się życiu osobistemu nauczycielki i zadawać tysiące pytań.
„Przygody Hektora” są napisane tak, że nie sposób nie uśmiechać się przy ich czytaniu. Rowicki posiadł umiejętność dobrego opowiadania historii – tak by zachęcić, nie znudzić i jeszcze czegoś nauczyć:)
P.S. Ciekawa jestem, czy to autor, czy ilustrator (Dymitr Kuźmenko) przestawiając Wszechziemię poczynił ukłon w stronę Pratchettowego Świata Dysku;)